Pieczone ziemniaczki

Hej wszystkim !
W moim ostatnio trochę zabieganym świecie znalazłam chwilkę czasu aby wrzucić kolejny przepis :).
Każdy z nas uwielbia frytki, chrupiące, miękkie w środku i... tłuste. Osobiście bardzo lubię fast-foody i się z tym nie kryję, aczkolwiek bardzo je ograniczyłam i znalazłam zamienniki, które zaspokajają mój apetyt, właśnie tak jak ten, który chcę Wam przedstawić.
Nie odkryję żadnej eureki mówiąc Wam, że ziemniaczki można upiec, ale wiele osób ( w tym także ja ) robiło to nie umiejętnie i szybko się zniechęcało. Przestawię Wam mój sprawdzony przepis, który powstał metodą prób i błędów, na fajne, proste z wykonaniu i przede wszystkim chrupiące ziemniaczki :)

Składniki :
6 średnich ziemniaków ( najlepiej, by nie były większe niż złożona pięść kobieca )
łyżka oleju kokosowego
przyprawy do smaku ( u mnie przede wszystkim jest to pieprz, ostra papryka i tymianek )

Zaczynamy od umycia i porządnego wyszorowania ziemniaków. Mam na to przygotowaną specjalnie zakupioną szczoteczkę. Nie kroimy ich i nie obieramy. Wrzucamy do garnka z gotującą się, lekko posoloną wodą w całości. I teraz najistotniejszy jest czas. Nie możemy ani rozgotować naszych ziemniaczków, ani ugotować ich zbyt słabo. Na ziemniaki wielkości kobiecej pięści mi zawsze wychodzi 7-8 minut. Warto sprawdzić je pod koniec gotowania, czy na pewno są już gotowe. Najlepiej zrobić to jakimś ostrym nożem. Ziemniaki muszą zmięknąć na zewnątrz i być lekko twardawe w środku. Takie ziemniaczki wyjmujemy na deskę do krojenia i czekamy, aż ostygną. Rozgrzewamy między czasie piekarnik na 200 stopni (dół i góra). Gdy ziemniaki nam wystygną, kroimy je na pół, a następnie w średniej wielkości łódeczki. Przekładamy całość na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. W osobnym kubeczku mieszamy roztopiony olej kokosowy z przyprawami i smarujemy nim wszystkie ziemniaczki. Wstawiamy do piekarnika na około 20-25 min. Z reguły trzymam je jak najdłużej, aby był bardzo chrupiące. Po upływie 20 min trzeba je obserwować, czy zaczynają nam się rumienić. Można to też łatwo sprawdzić uchylając piekarnik i sprawdzić widelcem czy mają już chrupiącą skórkę, czy też nie. Gdy jesteśmy pewni, że są w sam raz, wyjmujemy i nic tylko zajadać się bez większego poczucia winy :)
Przy okazji dopowiem, że podana wyżej ilość wychodzi mniej więcej na 3 porcje. Moimi zawsze zajada się cała trzyosobowa rodzinka. Z tego właśnie powodu posiadam tylko zdjęcie z przed upieczenia, ponieważ po wyjęciu ich każdy dopada się do nich i nie ma czego fotografować :)
Wrzucam fotkę i życzę smacznego ! Dajcie znać jak wyszły i czy smakowały !






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chili con/sin carne

Wielkie małe kroki

Czy wiemy co jemy ? + zupa z soczewicy